piątek, 02 kwietnia 2010
Gdy księżyc nie świeci.
Piwo już dawno wypiłem. W mieście zwanym hucznie domem. Z kolegami przedyskutowaliśmy za i przeciw życia. Potem wróciłem do domu, gdzie z matką przecierpiałem ponownie ostatnie wakacje. I jestem tu i teraz. Z punktu widzenia innych ludzi i historii to nic. Ba! To nawet na miano niczego nie zasługuje! Niemniej mam potrzebę o czymś napisać. A o czym tu pisać i gdzie, jak nie o życiowych sprawach i na blogu. W zasadzie już jest Wielkanoc. Jako okres czasu. Tylko jakoś nie może to do mnie dotrzeć, jak budzę się o trzeciej w nocy, słysząc krzyki żulerii z bliższego i dalszego sąsiedztwa. I jakoś nie mogę zrozumieć ideałów chrześcijańskich, kiedy przez pijaństwo podczas przerw świątecznych, na drogach giną tysiące ludzi. I kiedy słyszę za oknem "nie dojedziesz mnie kurwa nie dojedziesz", czuję że Chrystus chyba jakąś inną ludzkość ratował. O ile żył. Wesołych świąt i mniej alkoholu życzę. Całej ludzkości.
niedziela, 28 marca 2010
A Day Athmosphere Supreme
W zeszłym miesiącu w wypadku samochodowym zginął Nujabes ( wł. Jun Seba), dj założyciel Hyde Out Productions. Swoją muzykę wzorował na soulu, jazzie, bluesie. Wylansował wielu nowych artystów, nagrał wspaniała ścieżkę dźwiękową do świetnego Samurai Champloo. Szkoda. Nie do końca mogę się pogodzić z tym, że odchodzą ludzie tak zdolni, tacy jak Nujabes. Nie mogę też zrozumieć, czemu wielu skurwysynów - morderców, gwałcicieli i złodziei, dożywa starości i to nieraz pod opieką państwa i za pieniądze podatników. Niemniej - spoczywaj w pokoju Nujabes.
Stara szkoła - dobra szkoła
W latach 90, gdy gry komputerowe rozwijały skrzydła, zachwycały, szokowały, uzależniały i odpychały, dane mi było zostać Graczem. Przez duże G. Nie jestem jakimś tam 'pro'. Nie spędzam na graniu połowy życia, choć w okresie gimnazjum byłem uzależniony od komputera, to jakoś z tego wyszedłem i teraz cieszę się, że gram - choć stary ze mnie już chłop w sumie. Swoją prawdziwą przygodę ze światem wirtualnym rozpocząłem dzięki matce. Jak kolwiek dziwnie to może brzmieć, to ona podtykała mi kolejne tytuły. I jestem jej za to wdzięczny. Pamiętam czasy, gdy z bratem głowiliśmy się nad strategiami pokonania worga w Age Of Empires, rozwiązywaliśmy zawiłe intrygi w dziesiątkach przygodówek i przeżywaliśmy troski i trudy podróży po światach różnej maści gier RPG. Gdzie się teraz podziały te gry? Nadal wszystkie gdzieś mam, pochowane w pudłach, czekające aż je odkurze po raz kolejny. Wychowałem się dzięki grom, dzięki nim jestem tym kim jestem, choć może to dla niektórych wydawać się śmieszne i żałosne. Obecnie jestem graczem poszukującym. Chce znaleźć tę radość, która mi dawniej towarzyszyła, ale nowe tytuły nie dają takiej satysfakcji jak te, których lata świetności dawno minęły. Przygoda którą kiedyś przeżywałem, jakbym sam z mieczem i pochodnią krążył po lochach i kopalniach, zmieniła się w coś na kształt "łał! jak tu ładnie w tej kopalni (ziewnięcie, zerkam do dziennika misji) o! jeszcze tylko 15 głów do zebrania". Wieje nudą. A szkoda, bo wiele tytułów ma wielki potencjał, który został zmarnowany przez zachłanność wydawców, stawiających tylko i wyłącznie na jak największą sprzedaż. Czasy wielkich gier minęły bezpowrotnie wraz z odejściem 'starej generacji'.
poniedziałek, 22 marca 2010
Nadchodzącej wiosny czar
Śnieg stopniał. Nareszcie. Nie powiem, jaka była moja reakcja na kolejne zaspy po kolana. Mało tego Łódź tonęła w śniegu. Każdy chodnik zasypany, nikt tego nie odśnieżał - bo i po co jak za 5 minut znowu będzie zaśnieżone. Teraz jest ciepło. Hm, może cieplej niż było - to brzmi lepiej. Już widać "zieloną" trawę, chodniki a na nich bród i śmieci. Ale mniejsza z tym. Najważniejsze jest to, że dziewczyny zakładają na siebie coraz mniej. Na uczelni można spotkać egzemplarze chodzące w mini nawet. Jest to powodem moich częstych wycieczek na inne wydziały gdzie można się pogapić bez konsekwencji. Ot, taka notka. Wieczorem może coś jeszcze klepnę.
środa, 10 marca 2010
Niemoc twórcza
Nie mogę pisać. Pisanie sprawia mi cholerną trudność i nie podoba mi się to jak piszę. Może dlatego, że za mało mam ostatnio praktyki. Hm... Może, teraz gdy siedzę po nocach, snując samemu sobie, niesamowite opowieści, marząc o przygodach, natchnienie wróci. Zobaczymy... Tymczasem, może poddalibyście mi jakiś temat? Wszelkie sugestie są mile widziane.
czwartek, 28 stycznia 2010
Zimowe przemyślenia.
Tak. Znów piszę. Czy tym razem będzie w moim pisaniu więcej sensu i polotu - nie wiem, nie do mnie należy ocena tych dwóch czynników. Od ostatniej mojej notki życie dało mi trochę po dupie. Wakacje były totalną porażką, to co nastąpiło po nich - semestr pierwszy moich studiów, dodało mi nieco skrzydeł, ale tylko do sylwestra. Świętowanie nadejścia nowego roku dostarczyło mi niezapomnianych wrażeń - wiem już jakich ludzi mam w życiu unikać jak najczęściej. Nadeszła sesja - nie idzie mi za dobrze, cóż - takie życie. Jedyne co mnie trapi to pieprzona samotność i rutyna w którą wszedłem. Stałem się automatem. Już prawie nie zauważam podróży tramwajem na uczelnie, zapalenie papierosa po wyjściu z domu to dla mnie czynność w stu procentach automatyczna. Automatycznie chodzę, witam się, rozmawiam. Przestaję być sobą. Może społeczeństwo mnie oswoiło. Może niepokornego, dzikiego, młodego wilka otaczające go stado owiec otumaniło. A wilk nie walczył, nie kąsał. Bo nie miał sił. Narzucili na niego owczą skórę. Teraz podąża za stadem i daje się kąsać psom, jak każda owca. Choć wilcza natura daje o sobie znać czasami, rozpaczliwe wycie wilka zagłusza beczenie. Miasto. Nie wiem czy kiedyś przyglądaliście się ludziom, jadąc tramwajem, czy idąc ulicą. Ja robię to coraz rzadziej. Bo ludzie są identyczni. Tak samo żałośni w swoim przekonaniu o swojej oryginalności. A są tak naprawdę identyczni. I każdy przejaw prawdziwej odmienności, unikalności jest deptany, wyśmiewany. "Galerie", kluby, dyskoteki - tysiące pajaców spędza tam setki dni swego życia idąc za jakąś pieprzoną modą. Z dnia na dzień stają się bardziej podobni do stada baranów, w którym porusza się wilk. Choć czuje się samotny, wilk chciałby już być sam.
sobota, 15 sierpnia 2009
Bezużyteczny z założenia
Od paru dni mam przyjemność być wolontariuszem na koloniach w Darłówku. Tak. Jest słońce, plaża, parę fajnych lasek, piwo, zioło i czego tam jeszcze dusza zapragnie. Ale... Ale jest jakoś inaczej niż poprzednim razem gdy byłem na tych samych koloniach, w tym samym miejscu. Cały dzień chodzę i szukam zajęcia, pracy do wykonania. Czegoś co nadało by sens mojemu tutaj pobytowi. Gram w siatkówkę, biegam, przenosze dane z jednego komputera na drugi, tłumaczę różnym ludziom, różne rzeczy. Bez sensu. Bez celu. Nie mogę odpoczywać, nie mogę pracować, więc krążę i słucham. Zbieram informacje. Czasami z obserwatora zmieniam się swojego rodzaju pomocnika wychowawców. Mam delikatnie mówiąc dość. Przerasta mnie bezcelowość... Więc żłopie piwsko wieczorami. Za dnia chodzę zjarany. Gadam z ludźmi, których normalnie bym nie trawił. Codziennie, przez tych parę dni, ktoś przypomina mi, że tak naprawdę nie mam nic do roboty i nic do powiedzienia. Jestem darmozjadem, na łasce każdego na koloniach obecnego. Zastanawia mnie tylko, jedna sprawa - czy to dotyczy tylko tych kolonii, czy całego mojego życia. Czy cały mój byt opiera się na łasce, na tym, że jestem 'Tym Naprawdę Porządnym Facetem', który oprócz bycia sobą nie ma nic światu do zaoferowania. Ta myśl mnie przytłacza, robi ze mnie bezwolny flak, worek kości i mięsa.
piątek, 26 czerwca 2009
Muzyka
Z muzyką miałem wiele wspólnego od najmłodszych lat życia. Zarówno mój ojciec jak i matka słuchali wykonawców takich jak Led Zeppelin, Black Sabbath, Pink Floyd, The Beatles, Aerosmith, ZZ Top, AC/DC. Gdy miałem z osiem lat po raz pierwszy usłyszałem The Offspring. Całe moje życie właściwie kręci się wokół muzyki. Na co dzień słucham raczej cięższej muzyki. Do klasyków mojej playlisty zaliczają się 36 Crazyfists, Killswitch Engage, Deftones, Dog Eat Dog, The Offspring, The Ramones, The KIllers. Choć nie wszystkie zespoły można zaliczyć do grona 'ciężkich', to taka playlista zazwyczaj mi odpowiada. Muszę tu zaznaczyć, że playlistę układam na bieżąco, w trakcie słuchania. Często słucham całych albumów, żeby lepiej zrozumieć klimat płyty, czym kierowali się artyści przy ich tworzeniu. Czemu lubię muzykę, której słucham na co dzień? Pojęcia nie mam. Jakoś tak wyszło. I jest w mojej miłości do tej muzyki coś magicznego, coś pierwotnie wspaniałego. Coś co sprawia, że przy każdym odtworzeniu My Last Serenade Killswitch'a, ciarki mi przechodzą po plecach. Coś co przyprawia mnie drżenie rąk gdy tylko usłyszę intro do Knife Party Deftones'ów. A jakiej muzyki nie trawie? Zabrzmi to śmiesznie, ale ogólnie rzecz biorąc - popularnej. Niezwykle denerwują mnie utwory jakichś Beyonce, czy innyc Rihan czy jak ona tam ma. Nie lubię większości polskich zespołów i wykonawców. Nie tworzą w zasadzie nic nowego, a jeśli już, jest raczej mało dla mnie zjadliwe. Polski rynek muzyki popularnej, m.in. puszczanej w radiach, zdominowany został przez smętne piosnki, których wykonawcy wyżalają się co im w życiu nie wyszło itp. Ot, moje zdanie, nikomu nie będę go narzucał. Muzyka jest nieodłącznym elementem naszego życia. Jest w nas, wokół nas. Wszędzie. Od chwili poczęcia towarzyszy nam bicie serca, najpierw matki, potem własne. Wybija ono rytm naszego życia. Tylko od nas zależy czy w tym tempie zagramy punk'a, metal, hip hop, rock, blues, czy polkę. Wybór utworów do playlisty, to sprawa indywidualna.
Poniżej zamieszczam playlistę, z utworami szczególnie przeze mnie lubianymi. Życzę miłego słuchania.
wtorek, 23 czerwca 2009
Ankieta
Jako, że mam ostatnio wenę, powtarzając za znanym mi autorem pewnego bloga, założyłem ankietę. Z powodu nikompatybilności z blogiem, musiałem usunąć wyniki ankiety. Wg. jej wyników z godz. 12:33 dnia dzisiejszego, następna notka będzie o muzyce.
wtorek, 26 maja 2009
7th dimension, odc. 2
Padał deszcz. Właściwie to lało jak z cebra. Płock - dawne miasto
książęce wyglądał jak wielka kałuża. Gdzieniegdzie spod tafli wody
wystawał budynek. Starówka, choć częściowo odrestaurowana, wyglądała
raczej mało ciekawie. Ale Mike nie zwracał uwagi na takie szczegóły.
Nie spojrzał nawet na nietoperza wielkości konia siedzącego na wieży
kościoła mariawitów. Szczerze mówiąc, pomyślał, to mnie to mało
obchodzi to miasteczko. Gdyby nie ta cholerna przysięga złożona
Piotrowi, to bym ni cholery tu nie wrócił. I miałbym również gdzieś
odwiedzanie własnego grobu, kontynuował rozmyślania, gdyby nie ta
cholerna przysięga. Poczuł nagły impuls. Na początku myślał, że to
nietoperz wreszcie stał się niewidzialny, ale po chwili ten przeleciał
mu nad głową przesłaniając księżyc. Mike, wyjął zza pasa długi srebrny
nóż. Mam cię, pomyślał. Całą noc czekałem i nareszcie cię dorwę. Najpierw przyspieszył kroku, a potem zaczął biec w cieniu nietoperza. Gdy monstrum doleciało do katedry, Michał kopniakiem otworzył wrota budynku. To w końcu tylko kopie, pomyślał przeskakując na szczątkami wrót. Podciągnął lewy rękaw i zza paska zamocowanego na nadgarstku wyciągnął nóż do rzucania. Srebrny tymczasowo trzymał w zębach. Gdy z kruchty wszedł do nawy głównej skręcił w lewo i podszedł do niewysokiego sarkofagu stojącego na podeście. syknął, spomiędzy zaciśniętych na sztylecie zębów. Usłyszał szelest. Sztylet natychmiast znalazł się w jego lewej dłoni. Prawa ręka przygotowana była do rzutu. -Hah! Jesteś tutaj jednak. Myślałem że jeszcze śpisz. - powiedział nie odwracając się. - Jak widzę, myliłem się. Jesteś tu tak jak obiecałaś. Odwrócił się powoli. Bardzo powoli. Oparta o jedną z kolumn stała dziewczyna. Słabe światło księżyca przebijające się przez deszczowe chmury oświetlała jej piękne ciało. Na oko miała dwadzieścia-parę lat. Ubrana była w czarne skórzane kurtkę i spodnie. Długie ciemnobrązowe włosy faliście opadały jej na ramiona. Mike westchnął. -Dobry wieczór Nilani... - powiedział powoli. Cały czas obserwował dziewczynę. Srebrny nóż złowrogo wibrował ostrością. - Wyglądasz pięknie jak zwykle. Dziewczyna delikatnie odepchnęła się od kolumny by stanąć prosto. Uśmiechnęła się. Po policzku spłynęła jej pojedyncza łza. -Czemu odszedłeś i nie powiedziałeś mi zupełnie nic? Czemu nie odezwałeś się przez te całe stulecia? Czemu? -Wiesz... przysięga, ja nie mogłem... -Pieprzysz głupoty! Jak zwykle pieprzysz jak połamany! To ja nakładałam na ciebie czar przysięgi, Piotr tylko wydał rozkaz. On nawet nie wiedział, że ta klątwa naprawdę zadziała. Pojęcia nie miał, że naprawdę skaże na życie wieczne bez możliwości zaznania szczęści jednego ze swoich najwierniejszych ludzi. Michaelu... To ja jestem winna. -Wiem. Wiem o wszystkim. Wszystkiego się dowiedziałem. -Więc wiesz też, jak zdjąć klątwę - wydawało się, że dziewczyna zaraz się rozpłacze na dobre -Ale.. ja dla ciebie... -Wiem. Zabiłem wszystkich. Ty jesteś ostatnia. -Michaelu... -Nic ci nie grozi... Przyszedłem tu po coś innego. - powiedział beznamiętnie. Spojrzał jej w oczy. Były idealnie niebieskie. Usłyszał ciche sapnięcie. W ułamku chwili odwrócił się napięcie i sparował cios wielkiej łapy. Spojrzał na napastnika. Był nim ogromny stwór. Wyglądał jak czarny dym zamknięty w formie beznogiego giganta o ogromnych ramionach. Zamiast nóg miał pojedynczy strumień dymu, który wydawał się wydostawać spod kamiennych płyt posadzki katedry. -Mi.. -Cicho! Zostań z tyłu! To strażnik klątwy. Jeśli go zniszczę... to przepadnie część klątwy. Mike szybko odskoczył do tyłu i w locie rzucił trzymany w prawej ręce nóż. Upadając przetoczył się przez prawe ramię i schował się za kolumną stwór wył i syczał z bólu. Z przedziurawionej powłoki wyciekało jego ciało astralne. Część nawy bocznej zasnuł dym nie do przeniknięcia. Mike szybko rozejrzał się i ocenił sytuację. -Nil, światło! - krzyknął Dziewczyna niewiele się zastanawiając uniosła ręce i wypowiedziała zaklęcie. Gdy wypowiedziała ostatnie słowo zaklęcia, z jej otwartych dłoni zaczęło bić światło. Nagle z dymu wynurzył się strażnik klątwy i ruszył z ogromną prędkością ku źródłu światła. Mike był szybszy. Szybkim cięciem srebrnego noża odciął stworowi strużkę łączącą go z podłogą. Stwór zawył i powoli rozpłynął się w powietrzu. -Wybacz. Nie chciałem cię narażać... Dziewczyna osłupiała patrzyła na Mike'a z niedowierzaniem. -Ty zrobiłeś to dla mnie? - powiedziała przez łzy. Po czym rozpłakała się ze szczęścia. Widać, że była rozstrojona emocjonalnie po wieloletnim śnie. -No.. ja.. - Mike nie zdążył więcej powiedzieć, bo Nil rzuciła mu się w ramiona i ścisnęła z całej siły. -Ty nie chcesz mnie zabić? Nie chcesz zdjąć klątwy? Michaaaał... -Na Boga, przestań już. Najpierw wabisz mnie tutaj wywołując anomalie magiczne, a teraz to... Proszę, chodźmy już stąd. Złe wspomnienia wracają. -Gdzie chcesz iść? Przecież... -Mam mały dom w za miastem... Na odludziu. Chodź już. Pogadamy u mnie. Spieszmy się, samochód zostawiłem przy rogatkach. Jeszcze mi kto ukradnie. Po pół godziny dotarli na miejsce. Niewielki dom otoczony lasem spowijała ciemność. Mike nie czuł się dobrze. Po pierwsze miał obok siebie dziewczynę, która w magicznym letargu trwała od parudziesięciu lat i dziwił ją każdy mijany element krajobrazu, włącznie z panienką czekającą na zarobek na poboczu drogi. Po drugie wiedział, że gdy wejdą do domu Nil znów wpadnie w histerię, i że nie będzie mógł jej uspokoić żadnymi słowami. Po trzecie dopiero teraz poczuł z jaką siłą tak naprawdę uderzył go stwór. -To był dżin, prawda?- Spytała Nilani na chwilę odwracając się do niego. -Tak. Nienawidzę ich, zawsze gnieżdżą się tam gdzie przebywa dużo ludzi i posilają się ich energią duchową, podczas gdy Ci się na ten przykład modlą. Niewiele je teraz różni od wampirów, nawet życzenia przestały spełniać. Zawsze znajdą jakiegoś idiotę, którego nagną do wypełniania swej woli, więc nie muszą na energie zarabiać... Jechali potem w milczeniu jakieś dziesięć minut, po czym dotarli na miejsce. -Wysiadajmy. - powiedział do Nil, po czym wyszedł z Volkswagen'a. Przez chwilę przyglądał się z niewielkim rozbawieniem jak dziewczyna mocuje się z drzwiami nie potrafiąc ich otworzyć. W końcu zlitował się nad biedaczką i pomógł jej wydostać się z pojazdu. Gdy próbował powstrzymać się od śmiechu, Nil obrzuciła go złowrogim spojrzeniem i sprzedała mu kuksańca w ramię. -Ciesz się, że nie jesteś na moim miejscu, bo zamknęła bym tą puszkę i zostawiła bym Cię w niej na wieki wieków. Mike nie skomentował. Podszedł powoli do drzwi i otworzył je kluczem. Weszli do środka. Drzwi prowadzące z wiatrołapu do przedpokoju, były szeroko otwarte. Z środka pomieszczenia patrzyły na nich dwa świecące ślepia. -Cześć Ammy... - powiedział beznamiętnie Mike, po czym zapalił światło. Gdy spojrzał na Nil, znów zachciało mu się śmiać. Przed katastrofą uratowało go tylko opanowanie. Dziewczyna z rozdziawionymi ustami patrzyła na wilczycę, która przekręciła łeb na bok i z zaciekawieniem przyglądała się kobiecie. Scena może byłaby do końca komiczna, gdyby nie fakt, że Nil nagle zemdlała, osuwając się po ścianie na podłogę. Mike znalazł się przy niej natychmiast i złapał ją zanim uderzyła głową o parkiet. |
Archiwum
Zakładki:
|